-:-
,


Pelikan
4-0
Orkan M.
Klasa B 10/11, 05.06.2011, 11:00
Planty Niechanowo
  1. Maratończyk... 33
  2. Polonia Poznań 29
  3. Błękitni II... 28
6. Pelikan... 22

Gospodarz.pl
Orkan Działyń 1 - 3 Polonia Poznań
Zawisza Dolsk 2 - 1 GKS Gułtowy
Polonia II Środa Wielkopolska 2 - 5 Phytopharm Klęka
Pelikan Niechanowo 1 - 1 Orkan Jarosławiec
Wełnianka Kiszkowo 0 - 4 Maratończyk Brzeźno
Wielkopolska II Komorniki 3 - 1 Pogoń Książ Wielkopolski










Pelikan - Przemysław 7:0
niedziela, 15.04.2012 dodał ratajkomentarze: 2,   źródło: wlasne wyświetleń: 8303
skrzydla

Z bocznicy na szerokie tory, choć jeszcze nie te zarezerwowane dla TGV, wyruszyła dzisiaj ekipa Pelikana. Po przegranej w słabym stylu poprzednim meczu, kolejny rywal wydawał się być idealnym na odbudowanie morale i odwrócenie trasy podróży w ligowej tabeli – ze zjazdu alpejskiego na wysokogórską wspinaczkę (oby). Przed dzisiejszym meczem Przemysław Poznań - nasz rywal zajmował ostatnie miejsce w tabeli z zaledwie 4 zdobytymi punktami i zadanie dla nas było takie, żeby te 4 oczka pozostały na ich koncie i po tej kolejce.

Zaczęło się niezbyt optymistycznie, bo zjawiło się nas zaledwie jedenastu, ale po uporaniu się z zegarkami, autami, czy jeszcze innymi przeciwnościami losu dotarło jeszcze trzech i możliwości ustawienia składu nieco się poszerzyły. W wyjściowej jedenastce znaleźli się: Zbyszek R. Ciąża, Zinio, Kasper, Robak, Aka, Faja, Kasza, Wiśnia, Zbyszek K. oraz Norbi. Niestety zanim mecz się na dobre rozpoczął kontuzji doznał Ciąża, a jego miejsce przypadło w udziale mnie, bo ewentualnie mógł je jeszcze zając w tym momencie tylko Given. Początek okazał się niezwykle trudny. Po ostatnim meczu, a także biorąc pod uwagę lokatę w tabeli Przemysława to my byliśmy na „musiku” i inny rezultat niż zwycięstwo byłby porażką (niezwykle odkrywcze to co napisałem, ale pamiętać proszę, że mecz można także zremisować). Długo trwało zanim udało się napocząć przeciwnika, a był taki moment (przy stanie 0:0), że to goście strzelili gola na nasze szczęście ze spalonego. Kolejnym naszym szczęściem było to, że udało się opanować nerwy w czym wydatnie pomogła pierwsza bramka. I teraz w skrócie o pierwszym i drugim golu, bo chociaż wiele czasu od meczu nie minęło to nie pamiętam kolejności. W każdym razie jednego strzelił Zbyszek po asyście Norbiego, a drugiego odwrotnie (nie Zbyszek przed asystą Norbiego) tylko Norbi po asyście Zbyszka (chyba). Tak czy inaczej wynik do przerwy 2:0.

Schodząc do szatni słyszałem głosy gości, że to tylko trzy bramki i losy meczu można odwrócić (i tak lepsze to niż nasza zeszłotygodniowa pierwsza połowa, bo wtedy mogliśmy sobie powiedzieć: to tylko pięć bramek..., ale nikt tak nie powiedział). A może i szkoda, bo po tej dawce optymizmu gracze Przemysława przycisnęli na początku drugiej odsłony. Cisnęli, cisnęli aż w końcu nadziali się na Zbyszka K., a wcześniej na Zbyszka R. też się nadziali, bo w końcu gola nie strzelili. Później gra była już całkowicie otwarta. Akcje szły z prawej na lewą, z lewej na prawą wzdłuż i wszerz boiska. Goście znowu strzelili bramkę ze spalonego, a my jeszcze cztery i to prawidłowe. Najpierw dwa razy Zbyszek K., a swoją czwartą wbił po profesorsku niczym Thierry Henry w swoich najlepszych latach. W odpowiedzi padło kilka strzałów na naszą bramkę głównie z dystansu, ale kiedy było trzeba Zbig był czujny i skoncentrowany mimo wysokiego prowadzenia. W samej końcówce Zbyszek wystąpił w roli asystenta centrując piłkę do Faji, który efektowną głową podwyższył wynik na 6:0. Mogło to być na 7:0 bo znowu nie pamiętam, na swoje usprawiedliwienie mam to, że dawno już nie grałem i udzieliły mi się emocje, a poza tym przy tylu bramkach to ciężko spamiętać. Pamiętna będzie za to główka Givena, który (podobnie jak w pierwszym meczu z Przemysławem) wystąpił na szpicy – dzisiaj w końcówce meczu zluzował Kaszę – i zgrał zawodowo, piłkę zagraną przez Zinia wznawiającego grę z „piątki”, w efekcie chwilę później cieszyliśmy się z gola: 7 w dzisiejszym meczu (czyli jednak Faja strzelił 6), a jego autorem został Wiśnia. Zresztą myślę, że to zgranie doczeka się odrębnego artykułu okraszonego wypowiedziami fachowców w tym Micheala Jordana, którego zapytamy czy możliwe jest żeby tak wysoko wyskoczyć. Oprócz wymienionych wcześniej na boisku pojawił się także Patryk, który zastąpił Akę. Mecz czysty, bez złośliwości, mało fauli i kartek. Wynik raz jeszcze, bo warto: taramtaram, fanfary: 7:0 dla Pelikana.

 

 

A i jeszcze jedno. Chyba źle zrozumieliśmy w przerwie słowa trenera, który mówił, że nie wyobraża sobie żebyśmy nie wbili 5 bramek – pewnie chodziło o całokształt, a tu w jednej połowie się udało. Oby więcej takich połówek.     

A i jeszcze jedno. Ziniowi i tak te 7 było mało – chciał grać dalej i podobno namawiał sędziego, żeby przedłużył mecz o 27 minut, bo było sporo przerw w grze.

Udostępnij

Komentarze

niedziela, 15 kwiecień 2012, 20:21 Pyndek / komentarzy: 75
Dobrze zrozumiałem Rataj więcej połówek meczowych, - tak? Ha. Dzieki za konkretny opis spotkania.Wracając do naszych kolegów boiskowych "pseudo kolegów" wam juz dziękujemy!!!Chętnie pojechałbym po was (zrobie to osobiście w cztery oczy) zdziwicie się. Obecnym na meczu dziękuje.
niedziela, 15 kwiecień 2012, 20:48 rataj / komentarzy: 29
oczywiście, że meczowych

Niestety, ale tylko zarejestrowani uzytkownicy moga dodawac komentarze...
Wszelkie prawa zastrzeżone Pelikan Niechanowo 2014 r.

hurtownia sportowa

hotele Gniezno
serwisy WWW