-:-
,


Pelikan
4-0
Orkan M.
Klasa B 10/11, 05.06.2011, 11:00
Planty Niechanowo
  1. Maratończyk... 33
  2. Polonia Poznań 29
  3. Błękitni II... 28
6. Pelikan... 22

Gospodarz.pl
Orkan Działyń 1 - 3 Polonia Poznań
Zawisza Dolsk 2 - 1 GKS Gułtowy
Polonia II Środa Wielkopolska 2 - 5 Phytopharm Klęka
Pelikan Niechanowo 1 - 1 Orkan Jarosławiec
Wełnianka Kiszkowo 0 - 4 Maratończyk Brzeźno
Wielkopolska II Komorniki 3 - 1 Pogoń Książ Wielkopolski










Bola 06 - Pelikan 3:5
środa, 15.10.2008 dodał malykomentarze: 0,   źródło: Bola06.com wyświetleń: 5715
Kasza
Uffff. Dobrze, że trochę ochłonąłem, bo pewnie napisałbym mocniej, dosadniej i prawdopodobnie żałowałbym. Jednak będzie na spokojnie. Przynajmniej się postaram.

Przegraliśmy dziś przy Cytadeli z Pelikanem Niechanowo 3:5 (3:2). Nie byliśmy drużyną lepszą, ale piłka nożna to taka dyscyplina, w której nie zawsze wygrywa lepszy. Przy odrobinie szczęścia punkt mogliśmy ugrać. Nie ugraliśmy - w głównej mierze dzięki kiepskiej postawie w drugiej połowie.

Spotkanie rozpoczęło się w przedziwnych okolicznościach. Od razu powiem - z naszej winy. Kolega Wojciech, który gdzieś tam wybył, nie przekazał nikomu pomarańczowego kompletu strojów, zaś komplet granatowy, który miał u siebie Olo, miał być reklamowany (kilka numerów na plecach się poodklejało), stąd Olo dostał cynk, by go na mecz nie targać. Na skutek niedomówień, na pół godziny przed meczem zostaliśmy bez strojów. Sytuację uratował Pitr, który wsiadł w auto i pomknął po komplet granatowy do Ola. Wiedząc, co w trawie piszczy, prosimy arbitra, by rozpoczął zawody kwadrans później. - Nie mogę, o 16-tej jest kolejny mecz - odrzekł sędzia Rozmiarek Łukasz.

O 16-tej jednak żadnego meczu w harmonogramie nie ma... Arbiter Rozmiarek sięga po kolejny argument: - Muszę rozpocząć punktualnie, bo chłopaki z Niechanowa spieszą się do roboty. OK, arbitrze, czyń, co należy. Sędzia Rozmiarek podreptał więc na środek boiska i ile sił w wątłych płuckach, gwizdnął przeciągle po raz pierwszy. W tym czasie Bolunia siedzi w gaciach w szatni, czekając na pędzącego przez miasto Pitra. Zobaczymy, jaka będzie atmosfera podczas meczu, to może nie odnotuję tego incydentu w sprawozdaniu - pogroził paluszkiem arbiter Rozmiarek, ale oto już zbliżało się auto z granatowymi strojami. Pitr zdążył na styk - o jakiejś 16:10 mecz się rozpoczął. Po nerwowym początku i dość szybko straconej bramce, Bola zaczęła jednak grać nieźle. Pelikan długo nie cieszył się prowadzeniem - wyrównał Kacpi strzałem z rzutu wolnego, po faulu na Frydze. 10 minut później z wolnego uderzył Piorun - kaściarz wypiąstkował przed siebie, ale na to tylko czekał Fryga - z jakiegoś metra dobił uderzenie Pioruna

W końcu, po bodaj pół roku oczekiwań, Fryga się przełamał! To pierwsza brama Frygi el Matadora w oficjalnym meczu. Pelikan rzucił się do odrabiania strat, lecz, o dziwo, Bolunia grała przyzwoicie, raz po raz groźnie kontrując. W końcu się udało - obrońcom urwał się Grzesiu, ściął ze środka na prawe skrzydło i huknął mocno z kąta. Bramkarz strzał Grzecha co prawda obronił, wszak znów interweniował tak, że pędzącemu z drugiej flanki Frydze nie zostało nic innego, jak tylko dostawić nogę. Gol! Prowadzimy 3:1. Radość jest spora, tym bardziej, że czujemy, że nam idzie. Wiadomo, Pelikan atakuje, coś tam rozgrywa, klepie tę piłkę, coś tam uderza, lecz bronimy się dobrze, przeszkadzamy, a jak nie dajemy rady, to za plecami stoi bardzo pewny Ernest. Słowem - jest dobrze. Chyba jednak - za dobrze.

Oto bowiem do gry wkracza Koszałek Opałek - czyli Rozmiarek Łukasz, sędzia b-klasowy. Na pięć minut przed końcem pierwszej połowy dyktuje karnego z kosmosu: Piorun czyściuteńko wybija piłkę spod nóg Pelikanowi tuż przed polem karnym, podczas interwencji upada, a rozpędzony napadzior z Niechanowa zahacza o leżącego Pioruna i pada na glebę. Je-de-na-stka! - Panie, jaki karny? Czyściej tego wybić nie było można! - protestujemy.

W nogi mu wszedł!
- piszczy Koszałek Opałek w odpowiedzi. Próbujemy jeszcze protestować, że tak czy siak zdarzenie nie miało miejsca w polu karnym, jednak z Krasnalem nie wygrasz. Ernest wyczuł egzekutora wyroku sędziego Rozmiarka Łukasza, ale, jak sam przyznał: za krótki jestem. Chwilę potem nastąpił koniec pierwszej części. W przerwie, która decyzją Koszałka, trwała jedynie pięć minut, Koordynator Adams chwali Bolę za przyzwoitą grę i uczula na to, co stać się może po przerwie. Na nic te przestrogi - jak to zwykle bywa ostatnio, gramy słabiej drugą odsłonę. Chociaż, czego innego można się było spodziewać? Toż było pewne, że Pelikan będzie gniótł, a my, co jakiś czas, nieustannie się broniąc, popełniać będziemy błędy. Obiektywnie trzeba przyznać, że w ofensywie w drugiej połowie praktycznie nie istnieliśmy. Parę strzałów z dystansu i dwie bodaj wyśmienite okazje Marcina oraz Frygi; ta druga przerwana jednak gwizdkiem Krasnala, który dopatrzył się tam faulu. Gdzie, w którym momencie, tego nie wiemy, a i Rozmiarek Łukasz, sędzia, wyjaśnić nie chciał.

Fryga przyjął piłkę tyłem do kasty, ciągnięty za łapę przez rywala obrócił się, zostawiając za plecami defensorów Pelikana i chciał uderzyć, jednakże nie było mu to dane - gwizdek, faul. Nie zdążyliśmy dobrze połapać się, w czym rzecz, gdy poszła akcja Pelikana, po której padło wyrównanie. Potem czwarty gol, a dalej piąty - drugi karny o wymiarze zaiste kosmicznym (o tej sytuacji pośrednio za chwilę). Powiedzmy to wreszcie otwarcie, bo śmierdzi tym od początku niemal tej relacji. Otóż sędzia Rozmiarek prowadził niedzielne zawody w sposób ewidentnie niesprawiedliwy, niekompetentnie i złośliwie. Dlaczego? Tego nie wiem. Ale o powyższym jesteśmy przekonani. Interpretacja przepisów przez sędziego Rozmiarka Łukasza jest bardziej zmienna, niźli nastroje kobiet podczas menstruacji. Nie twierdzę naturalnie, że przegraliśmy mecz przez ignorancję Koszałka Opałka (Pelikan atakował przez całą druga połowę i na remis co najmniej zasłużył), acz swoją postawą na boisku przeszkadzał w grze. Mylił się wszak najczęściej tylko w jedną stronę. Na naszą - Boli - niekorzyść. Sprawił, że piłkarzom na boisku i osobom poza nim puściły nerwy. Zapytuję z tego miejsca, panie sędzio, jak to jest, że raz linia oznacza aut, a raz piłkę w boisku. Jak to jest, że raz pan widzisz z 60 metrów zdarzenia dokładnie, a raz przyznajesz, że z dwóch nic nie widać? Jak to jest, że raz, gdy bramkarz skacze na łeb nieruchomo stojącemu piłkarzowi, to nic pan nie widzisz, a kiedy indziej, gdy bramkarz idzie do piłki i zderza się (barkiem!) w powietrzu z rywalem, to jest faul bramkarza i rzut karny?

Panie Krasnalu - zepsułeś pan dziś nam niedzielę. To fakt, że my gramy słabo, ale my, czyli piłkarze-amatorzy, w większości nieudacznicy, za ten interes płacimy niemałe pieniądze, pan zaś niemałe, jak za półtorej godzinki dreptania, pieniądze kasujesz w kieszeń. Po zawodach miał miejsce bardzo nieprzyjemny incydent: rozjuszony Adams powiedział parę mocnych słów pod adresem sędziego, ten ukarał go czerwonym kartonem, po czym Adams nie wytrzymał i wytrącił futbolówkę z rąk Koszałka. Zachowanie z pewnością niewłaściwe, zresztą sam Adams to przyznał, prosząc młodszych zwłaszcza zawodników, by absolutnie nie brali zeń przykładu. Jednak w sprawozdaniu zostały zawarte określenia, których Adams nie użył. Dlatego też Kierownik odmówił podpisania protokołu. Poniesiemy za to na pewno odpowiednio surowe kary. Nie wiem jak wysokie, ale nie ominą nas. Bierzemy za to odpowiedzialność. Pytanie, czy ktoś ukarze Łukasza Rozmiarka? Czy poniesie on konsekwencje za cyrk, jakiego dziś się dopuścił? Wątpię. W czwartek zbiera się Wydział Dyscypliny; na posiedzeniu będą, być może, także przedstawiciele naszego klubu. Wiemy jednak, kto tam zasiada. I przypuszczamy też, jaki będzie wyrok.

Są takie chwile i takie mecze, że mam ochotę rzucić to wszystko w cholerę. Bo i po co się męczyć? Płacić, organizować? Czekasz cały tydzień, naiwniaku, na mecz, poświęcasz coś, z czegoś rezygnujesz. Pogoda nawet dopisuje. I wcale nie chodzi tutaj o te porażki, bo te czegoś uczą, coś dają. Lecz trudno naprawdę znieść, jak ktoś w biały dzień robi z ciebie idiotę, przekręca cię jak śrubę. I mniejsza nawet o to, czy złośliwie czy nie (choć jestem najgłębiej przekonany, że to pierwsze). Ważne, że nie masz, leszczu, na to specjalnego wpływu. Ja wiem - to minie. Ale dziś jest w nas - myślę, że nie piszę tylko w swoim imieniu - jakaś gorycz.

Nie kojarzę już niestety charakterystyki Koszałka Opałka. Natomiast jest przesądzone, że od dziś stworzenie to będzie mi się jawić jako nader złośliwe i niesympatyczne. Boże, chroń nas przed Krasnalami!
Mimo wszystko: Bola i kulamy się dalej!

Bolunia - Pelikan 3:5 (3:2)
Gole: Kacpi (z wolnego po faulu na Frydze), Fryga (2 - dobitka uderzenia Pioruna z rzutu wolnego oraz dobitka uderzenia Grzesia)
Kartki: Kacpi (żółta - za wiązankę pod adresem arbitra), Adams (czerwona - za to samo, tylko mocniejsze)
Bolunia: Ernest - Tomi, Piorun, Kacpi, Dziadek - Jako (85.Pitr), Admirał (88.Adams), Hubert, Grzesiu (80.Olo), Marcin T. - Fryga el Matador


Niestety, ale tylko zarejestrowani uzytkownicy moga dodawac komentarze...
Wszelkie prawa zastrzeżone Pelikan Niechanowo 2014 r.

hurtownia sportowa

hotele Gniezno
serwisy WWW