-:-
,


Pelikan
4-0
Orkan M.
Klasa B 10/11, 05.06.2011, 11:00
Planty Niechanowo
  1. Maratończyk... 33
  2. Polonia Poznań 29
  3. Błękitni II... 28
6. Pelikan... 22

Gospodarz.pl
Orkan Działyń 1 - 3 Polonia Poznań
Zawisza Dolsk 2 - 1 GKS Gułtowy
Polonia II Środa Wielkopolska 2 - 5 Phytopharm Klęka
Pelikan Niechanowo 1 - 1 Orkan Jarosławiec
Wełnianka Kiszkowo 0 - 4 Maratończyk Brzeźno
Wielkopolska II Komorniki 3 - 1 Pogoń Książ Wielkopolski










Pelikan 5:2 Clescevia Kleszczewo
niedziela, 19.09.2010 dodał Młody Ratajkomentarze: 3,   źródło: wlasne wyświetleń: 850
herb2

Kolejny mecz rozegrany w naszej „Twierdzy” na Plantach zakończył się naszym zwycięstwem. Dodać warto, że w stosunku 5:2. Wywiesiłem na drzwiach mojego pokoju kartkę z napisem „Do not disturb” aby nikt mi nie marudził i nie przeszkadzał w pisaniu (choć w sumie samo „Disturbed” mocno będzie mi towarzyszyć – polecam sprawdzić o co chodzi) i zaczynam relacjonować, a uwierzcie mi, jest co.

Trenerzy zaskoczyli nas nietypowym ustawieniem. W zasadzie taktycznie na białej tablicy rozrysowane przez Jacka Gmocha wszystko wyglądało tak samo. Jednakowoż dobra postawa Wiśni w meczu z Bolą zmusiła kołczy do poszukania nowego miejsca Kaszy, którego dwa tygodnie temu zabrakło. Znaleźli. Na lewej stronie pomocy ustawili Rafała, który przyzwyczaił się do gry na tej pozycji szybciej niż warszawiacy do zniknięcia krzyża. Skoro zabrnąłem tak daleko w kwestii ustawień i roszad personalnych od razu podam skład, żebym nie zapomniał: Zbyszek – Borek (później przesunięty w atak), Marcin, (Nemanja Inzaghi) Stary Rataj, Młody Rataj – Szymon, Rafał, Stupa, Kasza (Tomken) – Zinio, Wiśnia (Mazi). Niestety nie dysponuję takimi narzędziami aby to rozrysować, poza tym to zbyt skomplikowane jak dla mnie. W tym meczu graliśmy systemem 4-4-2 przechodzącym w 3-5-2 przechodzącym w 2-6-2 przechodzącym w 2-5-3... chodzi mi o to, że sytuacja była dynamiczna. Próbowaliśmy słynne 3-5-8, ale nie dało rady. Cytując znanego Borka „tyle o składach, o taktyce, posłuchajmy tej urzekającej oprawy Ligi Mistrzów” – zagalopowałem się jak Nasza Szkapa, ale rzeczywiście o składzie już ani słowa.

Dobrze i szybko się zaczęło nasze strzelanie. Dośrodkowanie, a tam Kasza, który akurat wystąpił w roli do jakiej się przyzwyczaił, czyli środkowego napastnika. Odpowiedź gości z Kleszczewa szybka i bolesna... Znów rzut wolny po półfaulu, dośrodkowanie na piąty metr, zamieszanie i piłka trzepocze w naszej prześlicznej czarnej siatce. Jeśli bokser podnosi się z desek (bokser po nokdałnie czyli my), to wiadomo, że najlepiej ruszyć na niego z kopyta i dopełnić dzieła zniszczenia. Tak się stało. Dostaliśmy drugi cios, a wyglądał on mniej więcej tak: http://www.youtube.com/watch?v=wdFP-R_LYSM Do przerwy udało nam się jednak wyrównać. Uczynił to Rataj w stylu wspomnianego już Nemanji Vidicia (dlatego taki przydomek przy jego naswisku, a dlaczego Inzaghi? Proszę czytać dalej). Pomimo okazji kilku, nie dane nam było rozkoszować się widokiem bramkarza gości wyjmującego piłkę z siatki, przynajmniej do przerwy (no już nieważne kto by ją wyjmował, ważne, że od nich). Do rzeczonych okazji kilku zalicza się poprzeczka Szymona oraz mój strzał głową z pozycji klęczącej (to przez to, że klękanie nie leży w mojej naturze).

Na drugą część gry wyszliśmy mocno zmotywowani. Wiedzieliśmy, że jedynym zagrożeniem dla nas jesteśmy my sami. To my mogliśmy się kopnąć w głowę, gdyż gościom ta sztuka nie wyszła. Wyszło, a raczej wydarzyło lub przydarzyło się im zagranie ręką w polu karnym, dodajmy, że ich własnym (znaczy nie w Kleszczewie... u nas na Plantach ale na potrzeby meczu wypożyczonym zawodnikom w białych jak opłatek strojach. Swoją drogą polecamy Persila... lub Ariela... Jakubowskiego rzecz jasna). Sędzia dmuchnął w gwizdek i wskazał na wapno (w tym miejscu adnotacja tylko i wyłącznie dla mnie, aby moją pamięć nieco odciążyć: opisać sędziowanie STOP poruszyć temat obserwatorów STOP zahaczyć o naszą postawę wobec rozjemcy STOP i bez odbioru). Piłkę na jedenastce ustawił Kasza i nie pomylił się. Tym samym wyszliśmy na mocno oczekiwane przez nas prowadzenie. Udało się strzelić jeszcze dwa gole. Pierwszego z nich, a w sumie czwartego zdobył Szymon, który do końca powalczył o piłkę po długim podaniu. Ostatnią bramkę zdobył znów Stary Rataj Inzaghi. Tym razem przytaczamy nazwisko Włocha, gdyż Michał znalazł się w polu karnym tam gdzie miał być, zupełnie jak urodzony na pozycji spalonej Filippo. Goście nieco zrezygnowani zdążyli już tylko donieść piłkę na środek boiska, kulnąć ją w kierunku naszej bramki, kiedy to sędzia zakończył to spotkanie.

Zakończył i dobrze. Wygraliśmy i dobrze. Kolejne punkty i dobrze. Zagraliśmy kolejne spotkanie i to źle. Źle w sensie naszej formy, gdyż taka ona była. W niektórych momentach grę idealnie opisywały słowa przytaczane przez jednego z trenerów na piątkowym treningu: „Bułgarskie centrum...” jakie centrum? Aby się dowiedzieć, trzeba się zagłębić w porno... O czym pomyśleliście świntuchy? Chodzi o Pidżamę Porno. Sama piosenka może i niezła, ale samo centrum na taki epitet nie zasługuje. Nasza niedzielna gra też. Z tej płyty polecam bardziej utwór numer 4 ale w zasadzie uznaje tylko w wykonaniu nieocenionego Kazika i Kultu - taka mała dygresja. Przyczyną takiej gry może i było rozluźnienie spowodowane pauzą w poprzednim tygodniu, może i nie – tego nie wiemy. Wiemy jedynie, że na każdy mecz trzeba wychodzić skoncentrowanym i skupionym, choć z drugiej strony nie popadajmy w obłęd. Trenerzy przeanalizowali naszą grę, wytknęli błędy, dali wskazówki i pewnie we wtorek rozdadzą znów kolorowe magnesy (nie chodzi o magnesy z danonków). Jeśli ktoś nie ufa swoim umiejętnościom i swojej wartości lub też nie wierzy w sukces drużyny, polecam piosenkę, która może również posłużyć jako lekcja początkującym basistom (jeśli miałby ktoś tabulaturę przypadkiem to będę wdzięczny... wiecie przecież co to tabulatura...) http://www.youtube.com/watch?v=MiJ6MFk4kfU W tym wydaniu piosenka będzie jeszcze jedna, tylko nie wiem kiedy, jak i tak w ogóle czy będzie...


SĘ – DZIO – WA – NIE. Temat rzeka. Nie strumyk, nie rzeczka, nie po-rzeczka... RZEKA. Każdy ma na ten temat swoje słuszne zdanie. No ale stwierdzenie, że możemy grać w pasiastych koszulkach, chyba że obserwator przyjedzie i będziemy musieli je zmienić wydaje się ... (zabrakło mi nawet słowa żeby to nazwać...). Pytam się: czy sędzia bez obserwatora posiada zdolność rozróżnienia koszulki białej od niebiesko białej, a gdy ten się pojawia tą zdolność traci? Nie pamiętam żadnego meczu, na którym był obserwator (przyznam dość tajemnicza fucha jak dla mnie... coś z rodzaju szpiega z krainy Dreszczowców?) podczas którego sędziowanie byłoby co najmniej przyzwoite. Sama świadomość obecności obserwującego jegomościa z WZPN jest dla arbitra paraliżująca. Sędziowie są spięci jak agrafka. Sam przez to kiedyś zostałem wyrzucony z boiska. Rozjemca przyznał, że na meczu jest obserwator i musi być konsekwentny. Dał mi przez to drugą żółtą kartkę w sytuacji mocno naciąganej. Dziś postępowanie tego pana w żółtej bluzie było wybitnie konsekwentne. Jeśli raz podyktował rzut wolny bez jakiegokolwiek przewinienia, to przy drugiej takiej sytuacji (również bez faulu) dał naszemu zawodnikowi kartkę. No chociaż tyle można powiedzieć: był stały w swoich osądach.


Z drugiej strony – zbyt dużo było z nim dyskusji. Proponuje pooglądać trochę rugby. 30 chłopa, każdy (no oprócz może graczy z numerami 9 i 10) sam ruszyłby z posag domek jednorodzinny gołymi rękoma, sędzia jeden, zazwyczaj niezbyt duży, a żaden z tych osiłków mu nie podskoczy. Rispekt i szacun pełen. I nikt fauli nie symuluje przynajmniej do momentu gdy ręka nie leży obok właściciela... genialny sport ale podejrzewam, że tylko do oglądania, gdyż gra może boleć. Następnym razem trenujemy jajowatą piłką. Jeśli taką opanujemy to z normalną pójdzie gładko jak po łysinie pana Skawińskiego.


Póki co jeździliśmy dziś „dupą po nieheblowanej desce”, gdyż drzazgi z tejże wyraźnie uwierały nas i uniemożliwiały rozwinięcie skrzydeł (swoją drogą długie drzazgi skoro wbijając się w tylną część ciała sięgają tak daleko, że przytrzymują skrzydła). Może nie do końca tak było. Skrzydła rozwinięte to raczej środek dziś odnotował spadek formy. Pomimo gorszej dyspozycji tragedii i tak nie było więc nie jest źle.

Bredzę. Kończę. Piosenki nie będzie.

 

 

 

 

 

Młody Rataj Lucifer de Santa Maria.

Udostępnij

Komentarze

poniedziałek, 20 wrzesień 2010, 12:59 Pyndek / komentarzy: 75
Wszystko było oki do momentu gdy wkradł do zespołu strach-(nerwy) tylko nie wiem o co i po co.Zespół który prowadzi grę nie może sie denerwować przypadkami tylko konsekwentnie naprawiać to co spierdo.... i tak było.Powiem że musimy popracować nad emocjami. W niedzielę pokazaliśmy że jesteśmy zespołem który dąży do celu i go osiąga i tak dalej panowie.
poniedziałek, 20 wrzesień 2010, 14:24 maly / komentarzy: 90
jakbym byl na meczu tey :) Fajno kolejne 3 pkt i mecz z fara za tydzien oby bylo nadal tak przyjemnie :) dozo we wtorek
poniedziałek, 20 wrzesień 2010, 19:08 kasza / komentarzy: 4
Rataj spoko relacja, skąd Ci się biorą te wszystkie komparacje? A tak w ogóle na lewej stronie zagrałem raz, ten jedyny...ostatni(żyję nadzieją)

Niestety, ale tylko zarejestrowani uzytkownicy moga dodawac komentarze...
Wszelkie prawa zastrzeżone Pelikan Niechanowo 2014 r.

hurtownia sportowa

hotele Gniezno
serwisy WWW