-:-
,


Pelikan
4-0
Orkan M.
Klasa B 10/11, 05.06.2011, 11:00
Planty Niechanowo
  1. Maratończyk... 33
  2. Polonia Poznań 29
  3. Błękitni II... 28
6. Pelikan... 22

Gospodarz.pl
Orkan Działyń 1 - 3 Polonia Poznań
Zawisza Dolsk 2 - 1 GKS Gułtowy
Polonia II Środa Wielkopolska 2 - 5 Phytopharm Klęka
Pelikan Niechanowo 1 - 1 Orkan Jarosławiec
Wełnianka Kiszkowo 0 - 4 Maratończyk Brzeźno
Wielkopolska II Komorniki 3 - 1 Pogoń Książ Wielkopolski










Orkan Jarosławiec - Pelikan 5:0
poniedziałek, 09.04.2012 dodał ratajkomentarze: 0,   źródło: wlasne wyświetleń: 9989
wielkanoc

Lany poniedziałek dla Pelikana wypadł już w sobotę, a ma to bezpośredni związek z ostatnim wyjazdowym spotkaniem w Jarosławcu. Kto był ten wie, a kto nie był – pewnie i tak już widział wynik 0:5.

Trzeba przyznać, że teren w Jarosławcu nigdy nie był dla nas wygodny. W przeszłości regularnie traciliśmy tam po kilka bramek, nigdy nie wygraliśmy też meczu, ba nawet punktu nie udało się zdobyć. Mało optymistycznie było już w chwili wyjazdu, gdyż w autobusie zameldowało się zaledwie dwunastu chłopa gotowych do gry. do tego doszła też mało optymistyczna pogoda, która miała spory wpływ na przebieg spotkania. Cytując słowa komentatora wczorajszego meczu PSG – Marsylia odnośnie formy tych drugich: „jak nie idzie to nie idzie” i słowa te też można przypiąć do nas. Ważną częścią sobotniego meczu było losowanie, a niestety nasz kapitan Zinio szczęścia nie ma (grę w totka i inne podobne może sobie chyba odpuścić, bo sam nie pamięta kiedy ostatnio losowanie wygrał) i pierwszą połowę przyszło nam grać pod wiatr. Silny wiatr. Momentami bardzo silny wiatr.

Początkowo wydawało się, że nie będzie on miał aż tak istotnego wpływu na wynik, bo gra była bardzo wyrównana. Mieliśmy nawet swoją szansę na objęcie prowadzenia, ale Wiśnia przewrócił się zanim zdołał uderzyć piłkę, odbitą przez bramkarza, po strzale Faji i do 15 minuty wynik pozostał bezbramkowy. Wtedy to skarcone zostało nasze fatalne ustawienie w obronie i pozostawienie bez krycia jednego z groźniejszych graczy gospodarzy, który bez przeszkód pociągnął kilka metrów i uderzył tak, że Zbyszek musiał wyciągnąć piłkę z siatki po raz pierwszy. Dopiero po tej bramce uwidoczniła się przewaga Orkana, której grę dodatkowo ułatwiał wiejący w plecy wiatr (dla zobrazowania: wybiciem z „piątki” gospodarze spokojnie mogli przenieść grę w nasze pole karne, my wybijając z „piątki” osiągaliśmy podobny efekt – piłka pozostawała w naszym polu karnym). Później przez dłuższy czas wydawało się, że jedynym sensownym rozwiązaniem jest dowiezienie do przerwy jak najmniejszej straty bramkowej, ale i to się nie udało. Straciliśmy gola na 2:0 co jeszcze nie było ogromną tragedią, bo mieliśmy jeszcze w zanadrzu całe 45 minut gry z wiatrem i nadziei, że skoro oni mogą to my też. Końcówka pierwszej połowy zweryfikowała jednak brutalnie te zamiary i po stracie w ciągu minuty dwóch bramek jasnym stało się, że z tego ciężko będzie się podnieść. Znane są oczywiście momenty, w historii futbolu, odwrócenia losów spotkania nawet w takim przypadku, ale w to trzeba wierzyć i rzucić absolutnie wszystkie siły by tego dokonać. Nikt już nawet nie brał pod uwagę wiatru, który przez następne 45 minut miał stać się naszym sprzymierzeńcem. Morale spadło na tyle, że... że chyba nie postawiłby na nas złotówki u bukmacherów widząc nasze miny w przerwie.

W drugiej części faktycznie było łatwiej, dłużej utrzymywaliśmy się przy piłce, ale nie można tego nazwać huraganowymi atakami z naszej strony. Chwilami wyglądało to jakbyśmy to my prowadzili 3, 4, albo 5 do 0. Ty do mnie ja do ciebie w szerz boiska, a nie do przodu. Pewnie nie było by większej historii w drugiej połowie, gdyby nie to, że byliśmy w stanie stracić w niej bramkę!!! Fatalne zagranie w obronie zostało ukarane strzeleniem piątej bramki przez drużynę Orkana. Dla uzupełnienia wspomnieć należy, że stwarzaliśmy sytuacje, oddawaliśmy strzały, ale albo niecelne, albo takie, że piłka „leciała i płakała”.

Próbując zachować obiektywizm stwierdzę, że gra w pierwszej połowie z wiatrem mogła przynieść inny wynik, ale tylko w sensie mniejszych rozmiarów porażki. Nie przedstawiliśmy gospodarzom nic co mogłoby wprowadzić w ich poczynania niepokój. Daliśmy się zdominować fizycznie i tylko Maciej próbował się temu przeciwstawić, a jego żółtą kartkę w tym meczu poczytywać należy jako sukces, gdyż – posługując się znowu znanym piłkarskim klasykiem Jackiem Wiśniewskim – zwyczajnie „zesralim się”. Powalczył jeszcze – zwłaszcza w drugiej polowie, gdy został przesunięty do pomocy – Zinio i to chyba na tyle jeśli chodzi o sobotni mecz. Wśród rywali nawet napastnicy jeździli na dupie, a u nas... a u nas jak zwykle.

Pozostaje mieć nadzieję, że skoro rundę wiosenną rozpoczynamy podobnie jak jesienną, to i podobnie ją zakończymy. Okazja do odwrócenia złej karty już w niedzielę, a rywal wydaje się być do tego idealny, ale póki co skupić należy się na sobie i jak najlepiej przepracować nadchodzący tydzień.   

Skład: Zbyszek – Robak, Zinio, Młody Rataj, Borek – Wiśnia (75’ Aka), Faja, Goździk, Patryk – Norbi, Kasza


Niestety, ale tylko zarejestrowani uzytkownicy moga dodawac komentarze...
Wszelkie prawa zastrzeżone Pelikan Niechanowo 2014 r.

hurtownia sportowa

hotele Gniezno
serwisy WWW