-:-
,


Pelikan
4-0
Orkan M.
Klasa B 10/11, 05.06.2011, 11:00
Planty Niechanowo
  1. Maratończyk... 33
  2. Polonia Poznań 29
  3. Błękitni II... 28
6. Pelikan... 22

Gospodarz.pl
Orkan Działyń 1 - 3 Polonia Poznań
Zawisza Dolsk 2 - 1 GKS Gułtowy
Polonia II Środa Wielkopolska 2 - 5 Phytopharm Klęka
Pelikan Niechanowo 1 - 1 Orkan Jarosławiec
Wełnianka Kiszkowo 0 - 4 Maratończyk Brzeźno
Wielkopolska II Komorniki 3 - 1 Pogoń Książ Wielkopolski










Niedziela pod sklepem w Gowarzewie: Clescevia - Pelikan
poniedziałek, 18.04.2011 dodał ratajkomentarze: 0,   źródło: wlasne wyświetleń: 1503
Zinio
 

A tout le monde, a tout mes amis... tą apostrofą do świata chciałbym rozpocząć niniejszą relację. Skąd ten pomysł? Na boisku działy się dziś wielkie rzeczy więc z odpowiednią pompą trzeba rozpocząć. Niestety nie. Słucham akurat muzyki (Borek wie jakiej muzyki) i takie słowa padły więc uznałem, że mogą się nadać (po to tylko, żeby podgrzać na chwilę atmosferę, a później spuścić powietrze, przebić wręcz balon oczekiwań). Grunt to jakoś relację zacząć, a później już samo idzie. Dobra koniec żartów, bo na boisku ich nie było. Nigdy nie ma. A dziś wypadła ciężka próba. Przede wszystkim cierpliwości. Za potwierdzenie niech posłużą gołe liczby i cyfry też. 32 (słownie trzydzieści dwie) sytuacje podbramkowe – takie ledwo golem pachnące i takie że już, już prawie, ale nie – i zaledwie jedna (symbolicznie: 1, w wersji rzymskiej I) bramka. Dlatego co bardziej nerwowym puścić mogły... nerwy. Ale zanim o bramce jednej, jedynej, zbawiennej, zaczniemy od początku. Skład: Given - Gładziu, Hubert, Rataj, Michu – Patryk, Stupa, Kasza, Borek – Zinio, Wiśnia. A jeszcze bardziej od początku to wspomnieć należy, że mecz rozegrany został w Gowarzewie (raz już tam byliśmy z wizytą, a właściwie wycieczką, może niektórzy pamiętają ten zeszłoroczny wypad niewiadomopoco do Gowarzewa). Dziś graliśmy tam ze względu na to, iż połowę boiska w Kleszczewie zajmuje dziś „Orlik”, a na jednej połowie w b-klasie grać nie można. Na „orliku” raczej też nie. Swoją drogą dziwne miejsce na budowanie boiska, albo i nie. Skoro już było w tym miejscu to po co szukać nowego – można boisko na boisku zrobić i jest coś jak półtora boiska? Nieważne. Czas już chyba na słów kilka o pierwszej połowie, bo co bardziej niecierpliwi za chwilę przestaną czytać i jeszcze im nerwy puszczą. Ale musicie wiedzieć, że piszę tak celowo, aby uzmysłowić tym, których nie było o jak dużą dozę cierpliwości idzie. Taki dzień – pod znakiem cierpliwości. Cały wyjazd wymagał sporej cierpliwości (ciężko o synonim do tego słowa więc już go nie użyję, ja też tracę do niego – o zgrozo! – cierpliwość). W sprawozdaniu panuje chaos, trochę lepiej było na boisku. Wiadomo w klasie, w której gramy, się go nie uniknie, ale jak na nasze standardy nie było źle. Konstruowanie akcji szło w miarę dobrze, w destrukcji też dosyć spokojnie, brakowało, oj bardzo brakowało, wykończenia. „Setek” w pierwszej części uzbierało się cztery. Nie będę oczywiście wymieniał kto je marnował (i tak wszyscy widzieli kto grał w ataku, w pomocy też i mniej więcej wiadomo, albo można się domyślać). Dla podtrzymania nietrzymającego się kupy sprawozdania dodam, że graliśmy z drugą drużyną Clescevii Kleszczewo, która to jest właściwie drużyną juniorów. Tak mi się przynajmniej wydaje. Może to kwestia chirurgii plastycznej, ale nie sądzę. Wracając do meczu. Nie tylko my atakowaliśmy, ale nasz spokój w destrukcji bywał mącony w kilku przypadkach głównie za sprawą stałych fragmentów gry. Poza skutecznością w pierwszej połowie zarzut można mieć do niedokładności, zamiast grać do partnera, w prostych sytuacjach piłka grana była w aut. Zamiast kolejnej akcji była prosta strata.

W drugiej połowie było nieco łatwiej. Ze względu na wiatr. Nie zwiewało piłki na auty, można było zatem grać. Sytuacji było – dobrych sytuacji i bardzo dobrych też – całkiem sporo. A bramek/bramki żadnej. Drugą połowę rozpoczęliśmy z dwiema zmianami. Za Patryka wszedł Mazi, a za Kaszę Norbi. Zwłaszcza ta druga zmiana musiała stanowić sporą atrakcję – dla licznie zgromadzonych kibiców z Żydowa. Można powiedzieć, że jego gra nawet zwaliła niektórych z nóg – o szczegółach przemilczę (w tym sensie, że nie będę o tym pisał – chyba jasne?). Wracając do meczu po raz kolejny (trudno tego nie robić jak się pisze o meczu, nie wiem po co w ogóle o tym informuję) z biegiem czasu zaczynało się robić nerwowo. Gospodarze przeprowadzili za dwie groźne kontry plus znowu jakieś rzuty wolne/rożne, a my graliśmy swoje. Zatem albo bronił bramkarz, albo strzał był niecelny, albo do strzału nie udało się złożyć. Aż wreszcie około 15 minut przed końcem spotkania z rzutu wolnego piłkę wrzucił Stupa. Na długi słupek. I tam koncertowo akcję zamknął Pan Wiśnia (który strzelił także po długim słupku, co zapewne spowodowało niezły kołowrotek w głowie bramkarza). W końcówce oczywiście też trochę nerwów – jak to bywa przy takim wyniku, jedyną niespodziankę mógł nam zrobić sędzia, który w ostatniej akcji wymyślił rzut rożny dla Clescevii, ale na nasze szczęście, zanim cała drużyna zdążyła nabiec w nasze pole karne, wykonujący „róg” zawodnik wpadł na niezwykle kozacki pomysł strzału. Nie trafił i mecz się zakończył.

Podsumowując to całkiem fajny mecz. Wynik na styku, pomimo naszej przewagi. Już wcześniej chyba Hubert wspominał, że będzie ciężko i miał chłop rację. Clescevia się ogrywa i w sumie dobrze, że już mamy ich z głowy. Może zdołają jeszcze urwać komuś punkty – najlepiej naszym rywalom w walce o awans. Dobranoc.


Niestety, ale tylko zarejestrowani uzytkownicy moga dodawac komentarze...
Wszelkie prawa zastrzeżone Pelikan Niechanowo 2014 r.

hurtownia sportowa

hotele Gniezno
serwisy WWW